Teraz, po ponad roku od lektury ostatniego tomu tego - co tu kryć - największego dzieła Kinga, chyba nadszedł czas na uporządkowanie myśli i refleksję nad tym co do tej pory we mnie zostało. A mimo, że zapomniałem nazwy większości bohaterów i miejsc a chronologia może mi się mieszać to opowiedziana historia wryła się głęboką bruzdą w moją duszę i umysł.
Nie zamierzam tutaj rozwodzić się nad treścią tego dzieła, ani tym bardziej wdawać w szczegóły fabuły by nie psuć przyjemności tym, którzy mają zamiar je przeczytać. W wielkim skrócie - rewolwerowiec Roland początkowo sam a w kolejnych tomach z grupą towarzyszy - z czasem nawet przyjaciół stawia czoła demonom przeszłości i i przyszłości swojego i naszego swiata - i wogóle wszystkich światów. Jedno co zdecydowanie uderza w lekturze to beznadzieja tych swiatów, już zniszczonych, splugawionych; bezsilność tak bohaterów jak i czytelnika wobec ogromu zła, które już dawno się dokonało i w większosci przekreśla niemal wszelkie ich wysiłki nie tyle by przywrócić światy do wcześniejszego stanu, czy nawet do stanu równowagi - ale wręcz by pozostać przy życiu.
Niewątpliwie znienawidziłem szczerze Karmazynowego Króla, wiedźmę Adis, Walthera i ich popleczników - jeśli taki był zamiar Kinga to udał mu się znakomicie. Ale co za róznica czy bohaterowie ich ostatecznie pokonają czy łotrowie ci uciekną im bezkarnie - problem w tym, że oni już wygrali a bohaterowie tylko uganiają się za ich cieniami, które przeminęły. Walczą z cieniami zwycięstwa tych złych, oszalałych bytów. Przez co nie mają szans na zwycięstwo. Nie bez ogromnych poświęceń.
Nie wątpliwie smutna to epopeja, poruszająca ale i niezwykle przygnębiająca. Są fragmenty, ba całe tomy, do których raczej nie wrócę, właśnie z tego powodu - nie potrafiłbym przebrnąć ponownie przez te wydarzenia, tak przepełnione goryczą, smutkiem i bezsilnością. Nie chciałbym ponownie odczuwać strachu i bólu, który był udziałem postaci, z którymi przez te siedem tomów naprawdę się zżyłem.
Ale i tak nie żałuję. Polecam przeczytanie Mrocznej Wieży każdemu, komu nie jest obca litera s-f. Nie ma tam literatury grozy tak charakterystycznej dla Kinga, jest za to szczypta rycerskiej i mrocznej fantasy ale głównie steampunkowy, przygnębiający świat, który uległ zagładzie a teraz przechyla się przez krawędź unicestwienia. Nie jest to lektura ani łatwa, ani krótka, ani jak napisałem lekka - tym nie mniej po dobrnięciu do końca twój świat nigdy nie będzie już taki sam. Będziesz widzieć i patrzeć na to co cię otacza w zupełnie inny sposób - nie znam żadnej innej ksiażki (a przeczytałem ich w życiu co najmniej setki), która by utkwiła we mnie tak głeboko.
I za prawdę: dobrze się zastanów zanim przeczytasz zakończenie - słusznie uczynił King, że umieścił je niejako w dodatku - bo znacząco wpływa ono na odbiór całości. Niestety.
21 lutego 2008
[Czytanie] Dlaczego nie przeczytam drugi raz "Mrocznej wieży"?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz